czwartek, 29 czerwca 2017

Co dostałam na urodziny?

30 and fab ThePinkRook

Od Tomasza sznur pereł, od reszty świata morze pozytywnych słów i emocji.  Koniec postu. 


 

A ten, kto kliknął, dowie się, że nie o tym jest ten wpis. Na YouTubie (czy ktoś może mnie uświadomić  jak to poprawnie pisać i odmieniać, żeby było współcześnie i poprawnie?) pełno jest filmów o temacie jak wyżej ‘Co dostałam/dostałem na urodziny’. Zarówno polsko, jak i angielskojęzycznych (ja polskiego YouTuba, poza kilkoma złotymi  wyjątkami, zupełnie  nie oglądam, ale to temat na odrębny wpis).

Nie wiem dlaczego, ale takie filmy zawsze wzbudzają we mnie poczucie zażenowania i niesmaku. To bardzo dalekie skojarzenie, ale zawsze wtedy przychodzi mi na myśl sytuacja, kiedy po pogrzebie wyczytywana jest przez księdza lista osób, które dały ‘na mszę’ za danego nieboszczyka. I jest to ok, ja to rozumiem, tradycja. Ale za każdym razem, kiedy słyszę przykładowe: ‘od rodziny Pospieszczyków z Zakrzówka z ciotką i kuzynką’, to zjeżdżam coraz niżej pod ławkę.

Trochę mniej zawstydza  mnie  proste: ‘od kuzynki’, ale wciąż. Dlaczego,  ach dlaczego! Czy to nie powinno być takie małe porozumienie między tymi na ziemi, a Duszą, która patrzy na nich z góry i z aprobatą kiwa głową? Bądź też, rzecz jasna,  klnie pod nosem na widok zninawidzonej ciotki Grażyny z Zakrzówka, która rzewnie płacze na pogrzebie, podczas gdy całe życie obgadywała Duszę przed rodziną od brudnych kurew i ladacznic...?

Podobnie dla mnie ma się sprawa z prezentami urodzinowymi. Kto, na miłość boską, wpadł na pomysł, że fajnym rozwiązaniem jest publiczne pokazywanie kartek i prezentów, które dostało się od kogoś? Nie wiem jak Wy, ale dla mnie wybór podarunku  jest bardzo intymnym doświaczeniem (świetnie to zabrzmiało, wiem). Lubię, żeby kartka i dana rzecz była dopasowana do solenizanta i nie koniecznie chciałabym, żeby cały świat oglądał,  co danej osobie wybrałam oraz co napisałam w kartce.

Chyba że od początku wiadomo, że prezent będzie publicznie pokazywany, to wtedy spoko - wiem, że pół roku odkładam na jakiś fajny gifcik od Cartiera, żeby potem fajnie na wizji wyglądało, że ta ThePinkRook to jest zajebista i ma gest. I warto ja zapraszać na urodziny i się z nią oprzyjaźnić, bo kupuje fajne prezenty. Uogólniam, spłaszczam, ale wiecie. WTF.

ODROBINA tajemnicy nigdy nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

 

PS: Czy u Was też daje się ‘na mszę’? Czy to tylko tak na południu Polski?